,

ILE LEKCJI TRZEBA, ABY PŁYWAĆ?

Instruktorzy i trenerzy na pewno nie raz słyszeli to pytanie. Jaka odpowiedź jest poprawna?

Lata pracy pozwoliły mi wyrobić sobie zdanie na ten temat.
Odpowiedź brzmi:

NIE WIEM

Jeżeli inni instruktorzy potrafią wam wskazać odpowiedź i zagwarantować, że po X zajęciach będziecie robić to i to- są dla mnie „mistrzami” – z chęcią zaczerpnę wiedzy od nich jak to zrobić.
Jeżeli słyszę takie pytanie – nie widząc „klienta”, nie znając jego potencjału, nie wiedząc jak się zachowuje w wodzie, jakie ma bariery- nie jestem w stanie nic powiedzieć.
Oprócz cech motorycznych, które są bardzo istotne i u każdego inaczej rozwinięte, ważna jest budowa ciała , jego mobilność, elastyczność oraz cechy takie jak wyporność, pływalność czy czucie wody.
A co jeśli chodzi o psychikę?
Aby trening był efektywny, trzeba poznać „zawodnika” od każdej strony. Woda „wyciąga” problemy, strachy, niepokoje, życiowe bariery. To w dużej mierze jest jak „fotelik” u terapeuty. Zmęczenie, nowe bodźce, wyzwania – otwierają, wyrzucają z nas to, co najgorsze, pozwalają iść do przodu. Ale to od dobrego trenera zależy czy uda mu się to w odpowiedni sposób „rozgryźć”. Spojrzeć w oczy i stwierdzić: „ o, dziś jest potrzebna rozmowa”, „dziś odpuszczamy- robimy luźny trening”, „ o, dziś trzeba się wyżyć – dajemy z siebie wszystko”.
Niektórzy bawią się w dziwne ćwiczenia i mają taktykę sprzedawcy – omamić i przytrzymać klienta jak najdłużej, aby czerpać z niego zyski.
Ja mam inną drogę – prosto, konsekwentnie, systematycznie. Reszta obroni się sama 😉